Między ulewą a wiosną. Portugalia, która nie musi udawać Dubaju
Zima tutaj nie uderza spektakularnie. Ona się sączy. W ściany, w ubrania, w myśli. Przez kilka miesięcy świat zwęża się do przestrzeni między oknem a suszarką na pranie. Niby krótka pora roku, a jednak potrafi się rozciągnąć jak guma do żucia – właśnie dlatego, że więcej dzieje się w środku niż na zewnątrz.
Mało wyjść. Mało spontanicznych spacerów. Więcej walki z wilgocią, z zapachem mokrego tynku, z pierwszymi śladami pleśni, które pojawiają się szybciej, niż człowiek zdąży powiedzieć „przecież to świeżo po remoncie”.

Ta zima była krótka. Tak przynajmniej mówią liczby. Ale kiedy żyjesz między jedną ulewą a drugą, kiedy ścierasz wilgoć z parapetu i walczysz z pleśnią jak z nieproszonym współlokatorem, czas zaczyna płynąć inaczej. Niewiele działo się na zewnątrz. Deszcz, mokre powietrze, ciężkie chmury. Więcej życia toczyło się w środku — w domu. Przy stole, w rozmowach, i w myślach. Może właśnie dlatego ta zima była bardziej refleksyjna niż spektakularna.
Nocami temperatury spadały do 6 stopni. Zdarzyło się raz czy dwa, że było poniżej sześciu, ale najczęściej utrzymywało się te 6+. Komfort. Prawdziwy komfort, kiedy porównasz do zimy w Polsce z minus 10, minus 15, a bywało i bliżej minus 20. Tutaj świat nie zamarza. Tu się po prostu moczy i okrywa grubym cieknącym kocem wody…
Tak, to nie Dubaj. A mimo to, gdzieś w tym wszystkim zaczynam widzieć coś, co dla jednych będzie brakiem postępu, a dla mnie jest powrotem do świata, który pamiętam z dzieciństwa. Nie wiem, jak młodzi postrzegają Portugalię. Może widzą niedociągnięcia, brak perfekcyjnej infrastruktury, brak standardu Dubaju. Ja, rocznik lat 70., patrzę na te ulice, pranie na balkonach, starszych i młodszych ludzi w knajpkach przy kawie, i czuję się jak w domu sprzed lat.
Między postępem a pamięcią
Portugalia stoi pomiędzy. Jedną nogą w nowoczesności, drugą w przeszłości — i nie robi z tego kompleksu. Masz szybki internet. Systemy online, ktorych mogą inne kraje pozazdrościć. Masz SNS, który działa — czasem wolniej, czasem szybciej, ale działa. Nowoczesne systemy pomocy, placówki pt.: „wszystko w jednym”.
Jednocześnie jednak papier nadal jest królem, a pani w okienku patrzy na ciebie jak strażniczka archiwum narodowego. I to w zasadzie nie przeraża. Bo procedury są jak jazda z pijaną nawigacją, ktora do punktu za rogiem wiezie Cię przez pół miasta, z przyjemną muzyczką w tle. I nie chcesz wysiadać. To cię uspokaja, i choć wiesz, że wystarczy trzasnąć drzwiami, uśmiechasz się i jedziesz dalej. Bo świat przyspieszył tak bardzo, że wielu z nas już nie wie, czy jeszcze biegnie, czy już się potyka.
Dochodzisz do wniosku, że zamiast biec na oślep tutaj sobie trzeba poczekać. Na dokument. Decyzję. Fachowca, który „będzie jutro” — a to jutro bywa zdecydowanie pojęciem elastycznym…
W zamian dostajesz coś, czego nie kupisz w najbardziej rozwiniętej metropolii: to przestrzeń na bycie człowiekiem. I rzeczywiście wszystko nagle okazuje się wydajne. Nie jest błyskawiczne. Z początku szczególnie nas Polaków doprowadza do szału, a konkluzja jest taka, że gdy to wszystko przemyślisz , zrozumiesz, że właśnie dlatego zaczynasz normalnie oddychać. Patrzę na to i myślę, że postęp nie polega na tym, żeby wszystko było szybsze, bardziej cyfrowe i bezbłędne. Może polega na tym, żeby zwolnić by wiedzieć, co warto zachować. Coraz częściej mam wrażenie, że ta portugalska niedoskonałość nie jest brakiem rozwoju. Jest wyborem tempa. I w tym tempie — mimo klaksonów, wilgoci, łatanych dróg, mokrych zim i urzędowych pieczątek — jest coś, co mówi: Nie musisz pędzić. Świat nie ucieknie. I może właśnie dlatego tutaj oddycham spokojniej i pełniej…
Edukacja w domu: wolność i ograniczenia
Wsród kropli deszczu, gdzieś pomiędzy ulewą a pierwszym ciepłym dniem wiosny uczę się, że rozwój nie polega na tym, żeby wszystko było zdygitalizowane i perfekcyjne, ale żeby dostrzec coś, co w tym pośpiechu warto zauważyć i zachować. I tak postrzegam też naukę w domu, ktora daje mojej córce swobodę: brak presji rówieśników i hejtu ( o niepełnosprawności mojej córki możesz przeczytać tutaj https://misiorowesercowanki.com/porazenie-mozgowe-polowicze/ ). Dzięki możliwości nauki online, unika niepotrzebnego stresu i schematów dnia, które tak często odbierają dzieciństwu radość.
Ale ta wolność ma swoją cenę. Brakuje spontanicznej zabawy z innymi dziećmi, pełnego harmonogramu dnia, kontaktu z rówieśnikami, którego nie da się zastąpić. Często wcześniej wracała do domu z wiedzą teoretyczną, przydatną, lub zbędną. Ale zmordowana jak pies, zaskoczona światem, przemocą, wulgaryzmami i nadużyciami. To właśnie w szkole zaznała pierwszego rozczarowania, strachu, przemocy i bezsilności, ale też przyjaźni, akceptacji i tolerancji.
Był płacz i niemoc o 6 rano, gdy po ciemku ubierałyśmy kolejne warstwy odzieży. Był i płacz podczas pożegnania. Musiałam sama , jej i sobie tłumaczyć schematy, uczyć cierpliwości, odbudowywać pewne autorytety, także te, których szkoła nie oferowała. I choć część obowiązków, i edukacji przejmowała szkoła, to zawsze miałam poczucie strachu, niepokoju i rozczarowania. Nie ważne, czy jako dziecko, czy póżniej rodzic dziecka. Wątpiłam w jakość i specyfikę wszelkich placówek wychowawczo – szkolnych. A teraz sama muszę być taką placówką, która nie może dać i zastąpić wszystkiego. Zawsze są dwie strony medalu, dobre i złe. Zdarza się, że zastanawiam się i myślę: „Która droga będzie lepsza na przyszłość?”
No ale przecież nauka w domu to nie wszystko — codzienność to także zakupy, organizacja i życie w realnym świecie…
Zakupy i portugalska rzeczywistość


Zakupy to nie tylko lista produktów, to podróż po portugalskich supermarketach i małych sklepach. I tak zwiedzaliśmy… m.in. Pingo Doce ( odpowiednik Polskiej Biedronki , które przyciąga cenami i lokalnymi produktami. Kolejki i o zgrozo numerki „do kolejki” po mięso , rozbawiły nas szczególnie… jednocześnie doprowadzając do rozpaczy, gdy staliśmy dodatkową godzinę, tym razem w kolejce do kasy. Oczywiście generalizuję, i nie zawsze tak jest, ale by nie ryzykować 😉 częściej odwiedzamy Lidl-a, gdzie chleb smakuje jak ten w Niemczech, a produkty są bliższe polsko- niemieckim smakom. Czasem wpadamy do polsko-„ruskiego” (czytaj ukraińskiego) sklepu po pierogi, pasztet czy kiszoną kapustę. I tak prozaiczne zakupy stają się międzynarodową misją poszukiwawczą, a rachunki liczone w setkach euro…
Nasze tygodniowe wydatki dla rodziny 2+1 (plus pies) to około 100 euro, bez szału, ale też bez ograniczeń. Pieczywo, owoce, warzywa, nabiał, i słodkości. Raz w miesiącu dochodzi uzupełnienie zapasów: typu mąka, ryż, środki czystości, itp. Na marginesie dodam, że zaskoczył mnie brak, ryżu w torebkach. Ten luksus praktycznie nie istnieje, ryż tylko w kilogramowych opakowaniach, śmietana w kartonach, a nie kubkach. O wędzonych smakach z naszych rejonów zapomnij. Mięso jest smaczne i świeże, i nie śmierdzi przy smażeniu, jak w Niemczech. Ale wędliny to inny wymiar, którego moje kubki smakowe nie ogarniają. Na półkach sklepowych brakuje kasz, które uwielbiam, barszczyków instant, sosów, zup .
Podsumowując…kiedy torby z zakupami zostają wniesione do mieszkania, przychodzi czas na kolejną portugalską przygodę – pt.: ” fuszerki budowlane.”
Fuszery budowlane, brodziki i rynny
Mieszkania, domy, nieruchomości „świeżo po remoncie” pokazują swoją prawdziwą naturę tak naprawdę dopiero zimą. Cieknące rynny, fuszerki hydrauliczne i prace „na skróty”, które wymagają czujności, to kolejna , tutejsza rzeczywistość.
Złota myśl: jeśli kupujesz nieruchomość w Portugalii zrób to w zimie.
Grzyb, pleśń i woda z sufitu. Zalane całe połacie ziemi jak gąbka- to tutaj normalka , a Ty możesz być potem zaskoczony drobnym brakiem funkcjonalności.
Mieszkamy w lokalu „świeżo” po remoncie – przynajmniej w teorii. Przy większej ulewie woda potrafi przeciekać z sufitu. Właścicielka dlugo walczyła z budowlańcami, którzy mają własną interpretację pojęcia „termin”, czy „usługa”. Gdy już przyjdą, często wybierają najprostszą drogę do sukcesu… Za naszą namową , w budynku założono rynny. Super!!! Tylko póżniej okazało się, że na jednej ścianie ich zwyczajnie zabrakło;) Do dziś, a to już 2 miesìące, wykonawca nie usunął ich braku. Ach…trzeba było pokazać palcem. Dopilnować. Stać i patrzeć na ręce… zamiast bujać się po mieście…
Hydraulika hmmm , krótko mówiąc bywa kreatywna. Silikon leczy wszystko, gdy izolacja zewnętrzna czasem zwyczajnie kończy się na warstwie cementu, który chłonie wodę jak gąbka.
Fachowców brakuje, a ci dobrzy mają grafik napięty jak kalendarz kardiochirurga. I uczysz się, że jeśli czegoś nie dopilnujesz, zostanie zrobione „wystarczająco”. Czyli nijak.
To kolejna lekcja cierpliwości i obserwacji, która kształtuje nasze zimowo – mokre codzienne życie.
I choć można by się zniechęcić, wokół jest też inne życie: sąsiedzi, kawiarenki, rozmowy na balkonach i wszechobecne sznurki z praniem.

Ludzie, kawiarenki i lokalny folklor…
Spotkania w różnych miejscach, rozmowy na balkonach, sąsiedzi zaglądający ciekawie do okien… i sznurki z praniem, które początkowo wydawały się absurdalne w deszczu, w końcu nabrały dla mnie sensu: wilgoć w domu , w ten sposób jest ograniczana, a powietrze oddycha. Z rozrzewnieniem wspominam – taka retrospekcja z dzieciństwa – tylko pokolenie X pamięta takie podwórka. Wieszaki przy oknach i codzienna pomoc sąsiedzka. Tu nadal ludzie ze sobą rozmawiają, gestykulują, grają w karty , piją kawę, a ich ciekawość świata jest namacalna i szczera.
W drodze do sklepu, pracy, czy po zakupy, albo gdy zwyczajnie wychodzę na ulicę, realny świat czeka z kolejną lekcją – to drogi, klaksony i rytm miasta.
Drogi, klaksony i rytm miasta
Drogi … łatane jak stare spodnie i ronda, które bywają zagadką. Styl jazdy jest swobodny, momentami nawet kreatywny. Klaksony obecne, ale nie histeryczne – raczej jako element komunikacji niż wyraz zaciekłej agresji. To też ma swój charakter, choć uderza i to dosłownie 😉 W Niemczech parkowało się zgodnie z kierunkiem ruchu, tutaj – parkowanie to sztuka przetrwania. Często wynikiem też powyższego, tutejsze auta są niższej klasy. Także z powodu kosztów, zakupu, cła… Za to samo auto w Polsce zapłaciłbyś bagatela kilka setek , jak nie tysięcy mniej. Oczywiście, zamiast kupować możesz zarejestrować swój polski samochód, aleeee– koszt sprowadzenia auta z zagranicy, podatki i procedury potrafią być sporym zaskoczeniem. A jeśli masz więcej niż jeden samochód to już cena takiego zabiegu zwala z nóg,
Jednocześnie w tym szaleństwie jest metoda. Im drożej tym powinno być mniej… Tylko, czy aby na pewno? Tak czy siak w tym hałasie i całym chaosie widać rytm miasta i jego charakter.
Portugalia daje przestrzeń do obserwacji, refleksji i przyspieszonej nauki cierpliwości, której w idealnym Dubaju zdecydowanie by brakowało.
I w tym wszystkim zaczynasz rozumieć, że portugalska niedoskonałość nie jest brakiem rozwoju – jest pewnym wyborem tempa, który pozwala oddychać i doceniać codzienność.
Zakończenie
To wiekowa dostojna, nadgryziona czasem dama, która wciąż udowadnia mi, że jest krajem kontrastów – wilgoć i deszcz, absurdy codzienności, ale też przyjemności życia, które sprawiają, że człowiek czasem musi się zatrzymać, odetchnąć i spojrzeć na świat z lekkim uśmiechem i nutką sarkazmu. Między nauką, zakupami, obserwowaniem budowlanych fuszerek i rytmem ulic, wciąż odnajdujemy przyjemności w prostych rzeczach, w cierpliwości, w drobnych radościach codzienności. Jednym brakuje cywilizacyjnego błysku. A mnie zdecydowanie byłoby szkoda, gdyby Portugalia utraciła tę swoją niedoskonałą specyfikę. Bo ona ma duszę. Nie jest sterylna. Nie jest wygładzona. Jest prawdziwa…
Ostatnie wpisy.
- Off GRID w Portugalii – zimowe podsumowanie
- Między ulewą a wiosną. Portugalia, która nie musi udawać Dubaju
- NIF w Portugalii – Twój paszport do urzędniczej dżungli
- Karnawał w Sesimbrze: słońce po sztormie i samba, która przychodzi nie w porę?
- Portugalska opieka zdrowotna, czyli jak przeżyć system i nie zgubić poczucia humoru
Dla ścisłości, do nauki online korzystamy z platformy Łibratus.. Wybrałam tę szkołę skrupulatnie, czytałam opinie innych rodziców, rozmawiałam z pracownikami. Nie zawiodłam się, więc podsyłam link, może komuś się przyda https://www.libratus.edu.pl/
W razie pytań służę opinią.



Dodaj komentarz