Przyczepa misiorów rysunek

Misiorowy wagen – czyli jak zardzewiała babcia KNAUS Sudwind 530 TK stała się naszym domem

Misiorowy wagen
Misiorowy wagen

Niektórzy kupują nowe domy. Inni – jak my – kupują leciwą przyczepę z przeszłością. W kwietniu staliśmy się właścicielami prawie klasyka gatunku: przyczepy KNAUS Sudwind 530 TK. Brzmi dumnie, ale zanim przemieniła się w nasz „misiorowy wagon”, wyglądała raczej jak plan zdjęciowy do horroru o grzybie i wilgoci. Nie było mowy o gotowym do zamieszkania wnętrzu. Było za to: „No dobra, damy radę. Jakoś. Chyba”.

Dla formalności – nie, nie jesteśmy sami. Jest z nami nasza młodsza córka. A dorosła, 27-letnia Misiorówa Starsza, która ma już swoje życie na tip-top, dołączy do nas (ze swoją drugą połówką) w pierwszą podróż w nowej formie – w czasie poszukiwania naszej kolejnej przystani. Na dwa tygodnie – z serduchem, wsparciem i dobrą energią.

Dlaczego w ogóle remont?

Kupiliśmy naszą przyczepę pod koniec kwietnia. I choć była w stanie całkiem przyzwoitym, to jednak nie do końca odpowiadała naszym potrzebom ani – co najważniejsze – mojemu gustowi. A że ja gust mam specyficzny – wiadomo – to się nie dało tak zostawić.

Punkt pierwszy: Dlaczego sami?

Bo jesteśmy dzielni, odważni i mamy trochę nierówno pod sufitem. Ale też dlatego, że nie mamy na tyle złotych, żeby rzucać nimi w ekipę remontową, i – przede wszystkim – chcieliśmy zrobić to po swojemu. Wszystko, co mogliśmy, zrobiliśmy we dwójkę – ja i mój mąż. Bez pomocy, bez płaczu (no dobra, czasem był płacz wewnętrzny), bez hydraulika, elektryka, lakiernika ani wróżki.

Punkt drugi: Koszty

Nie podaję, bo dla każdego budżet wygląda inaczej. Dla jednych budżetowo znaczy 500 euro, dla innych – 5000. My byliśmy gdzieś pośrodku. Niech każdy sam sobie określi, co dla niego znaczy „tanio”. Ale jedno jest pewne – szukaliśmy najtańszych rozwiązań, gdzie się dało. Temu pomogło. Wiadomo.

Punkt trzeci: Co konkretnie zrobiliśmy?

Zaczęło się od wody. Oczywiście nie w kranie.

Najpierw dopadła nas wilgoć w środkowej części przyczepy przy luku dachowym. Woda zaciekała na tylną ścianę w szafie. Był też demontaż tylnej szyby, nowa uszczelka (bo ta poprzednia już się poddawała życiu), masa dekarska, warstwa izolacji gumowej, odpornej na wilgoć, tapeta winylowa na sufit i ściany. Potem wentylacja, żeby to wszystko nie zaczęło znów gnić. Na końcu piękne – i nowe – luki dachowe. Jak z obrazka. Tyle że przed tym wszystkim był kurz, brud i łzy. Prawie nasze, ale też trochę przyczepy.

Stylówa misiorowa – czyli gdzie ten czerwony?!

Kiedyś ktoś uznał, że czerwone paski dekoracyjne, szare okleiny i szaro-błękitna tapicerka to top dizajnu. Ja uznałam, że nie. Więc poszły w ruch: czarne pokrowce (też z Temu), przerobione własnoręcznie (z dużą ilością śmiechu i wygłupów przy zakładaniu ich na gąbkę), nowe tapety (które przyklejały się wszędzie, tylko nie tam, gdzie trzeba – i to właśnie tu groził nam rozwód), czarne i złote uchwyty meblowe, ozdobne lamele i ciepła, czarna lampa w moim stylu. Uszyłam też nowe zasłonki i firanki. Zrobiłam własnoręcznie rolety antytermiczne. Mąż, który mierzy prawie 2 metry, przy montażu tapet w ciasnej przestrzeni wyglądał jak boss z gry RPG próbujący zmieścić się do windy.

Każdy robi swoje, byle razem

Przy remoncie podzieliliśmy się jak prawdziwy team: ja – wnętrze i estetyka, on – zewnętrze i technikalia. Tapetowanie, malowanie, klejenie – moje. Czyszczenie, montaż lamp, elektryka – jego. A potem wspólnie te momenty: „Tu krzywo”. „Przestań, jest dobrze”. „Źle!”. „Dobra, zrobię jeszcze raz”. I tak do skutku.

Techniczne czary

Wymieniliśmy pompki (w zbiorniku i toalecie), kran w łazience, listwę świetlną na zewnątrz, dodaliśmy solar na dach, klimatyzację, LED-y, żarówki energooszczędne, nowe zasilanie, nową uszczelkę przy dachu i przy tylnej szybie. Na koniec – ozonowanie. A i tak coś pewnie pominęliśmy. Niektóre rzeczy wyszły idealnie, inne… no cóż – paski okleiny czasem się odklejają, farba nie trzyma się wszędzie jak marzenie, ale jest pięknie. W końcu to nasz dom. A nie katalog IKEI.

Poduchy – osobna historia

Pralka, igła i moja cierpliwość zostały wystawione na próbę. Gąbki trzeba było wyjąć z pokrowców. Miały zamki, ale to nic nie znaczy. Prawie jak walka z anakondą w śpiworze. Mniejsze dałam radę sama, ale większe to już był wspólny front z mężem. Pokrowce nowe – czarne, z Temu, eleganckie. Pokleiłam, poszyłam, ponaprawiałam. Mam doświadczenie z maszyną i nie zawahałam się go użyć.

Kosmetyka

Zmieniliśmy kolorystykę. Było szaro-czerwono – dla mnie dramat. Jest czarno-złoto-pudrowo. Dodatki pomalowane, lispy (czyli te paski na drzwiczkach) oklejone ozdobnymi taśmami, gałki na szafkach wymienione – wszystko pod moją wizję. Farba niestety nie okazała się super trwała – przy mocniejszych uderzeniach odłazi. To do poprawki.

Solary i klimatyzacja

Na sam koniec zamontowaliśmy panele słoneczne i klimatyzację – żebyśmy mogli funkcjonować w trybie off-grid. O tym będzie osobny wpis w Misiorowych Testowankach. Zdecydowanie warto, bo niezależność to podstawa naszego stylu życia.

Punkt czwarty: Ile to trwało?

Cały remont zajął nam około dwa miesiące. Pracowaliśmy przed i po pracy, w weekendy – jak się dało. Niektóre rzeczy robiły się same – czyli np. farba schła. Inne się poprawiało już po zamieszkaniu – bo wiadomo, dopiero wtedy wychodzi, co działa, a co nie. Ale – zrobiliśmy to sami. Od zera.

Punkt piąty: Największe trudności?

Tapetowanie samoprzylepnymi tapetami! Serio. Miało być łatwiej niż z klejem. A wyszło… cóż, jak zwykle. Wkurwometr skakał jak szalony. Mąż się nie mieścił w drzwiach, ja się nie mieściłam w sobie. Ale się udało.

Punkt szósty: Jak się czujemy w nowym wnętrzu?

Ja – cudownie. Wszystko gra, kolory moje, klimat mój, estetyka też. Czuję się jak w domku. Mąż gorzej – łazienka to jego wróg, bo mała, niska i wąska. No i zbiorniki na brudną wodę – zdecydowanie za małe, trzeba je czyścić co dwa dni. Ale poza tym? Jesteśmy niezależni. Mamy też namiot zewnętrzny – doczepiany do przyczepy – i to naprawdę ratuje nam przestrzeń, zwłaszcza w deszczowe dni.

Punkt siódmy . Kto to wszystko zrobił?

My. Sami. Bez żadnych fachowców. Ja ogarniałam wnętrze (tapety, naprawy, szycie, stylówka). Mąż – zewnętrze: mycie, naprawy, malowanie, światła. On technicznie, ja estetycznie. Idealny duet… no prawie. Z małymi potyczkami słownymi, bo przecież jak coś się nie klei – to trzeba sobie ulżyć. 😉

Dziecko też człowiek – i potrzebuje przestrzeni

Przyczepa ma łóżko piętrowe – a górne piętro zostało królestwem naszej młodszej latorośli. A żeby było kompletne, musiało pomieścić: ukochane zabawki, laptopa, tablet, słuchawki, kredki i cały przydasio-świat. Udało się – bez ofiar. Na zimne dni zamontowaliśmy ekran z TEMU i projektor – możemy odpalić Netflixa albo po prostu TV. Dokupiliśmy też antenę satelitarną – docelowo do polskiej telewizji. A jak dziecko ma wolne, to PlayStation hula jak trzeba. Takie mini-kino i strefa chillu – tyle że w 15 m².

Podsumowanie

Remont przyczepy to była przygoda, lekcja cierpliwości, próba małżeńska i test kreatywności w jednym. Ale wiecie co? Było warto. Mamy swoją przestrzeń. Po naszemu. Na naszych zasadach. Ciasne, ale własne. I z pazurem!

Jeśli kiedyś pomyślisz, że przyczepa to „taki domek na kółkach”, to pamiętaj: ten domek potrafi Cię nauczyć cierpliwości, kompromisów i kreatywności. Ale w zamian – daje wolność, jakiej nie doświadczysz nigdzie indziej.

Z miłością, kurzem, tapetą we włosach i siłą kobiety z maszyną do szycia –
Misiorowa

Daj znać w komentarzu, czy masz za sobą własną przygodę z remontem przyczepy albo czy dopiero planujesz swoją! Może uda nam się razem przetrwać tapetowe apokalipsy.

  1. Do kategorii „Misiorowetestowanki”
    ➡️ „Zajrzyj też do innych wpisów z serii Misiorowetestowanki – testujemy, sprawdzamy, nie bierzemy nic na słowo.” https://misiorowesercowanki.com/category/misiorowe-recenzje/
  2. Do strony „O nas” (jeśli chcesz bardziej osobisty vibe):
    ➡️ „Jeśli chcesz wiedzieć, kim są ci wariaci od tapet i farb, sprawdź zakładkę O mnie” https://misiorowesercowanki.com/kontakt/kim-jestem-matka-i-zona-ktora-walczyla-z-bezsilnoscia/
  3. Do kontaktu (jeśli ktoś chce pogadać lub zapytać o tipy):
    ➡️ „Masz pytania? Przeszłaś/przeszedłeś przez coś podobnego? Napisz do nas przez formularz kontaktowy – zawsze chętnie pogadamy!”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Na stronie Kontakt https://misiorowesercowanki.com/kontakt-misiorowychsercowanek/, możesz także skorzystać z darmowej subskrybcji , będziesz na bieżąco i nie opuścisz żadnego wpisu z aktualności.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *