Pralka kempingowa Mestic, 3,5 kg – opis i recenzja.
📸
📝Dlaczego ten produkt?
💬 „Pralka ma prać, a nie medytować nad sensem życia w magazynie przez trzy tygodnie.”
Jesteśmy w Niemczech, więc wybór padał na to, co dostępne od ręki, a nie „kiedyś-tam-w-przyszłości-może”. Przesyłka szybka i sensowna cenowo – to był pierwszy warunek.
Drugi – dwa osobne bębny. Nie zamierzam czekać, aż całe pranie się skończy, żeby w końcu coś odwirować. Jedno pierze, drugie wiruje – i tak ma być. Prosto, skutecznie, bez zbędnej dramy.
Trzecie kryterium – rozmiar. Nie za duża, nie za mała. Żeby nie prać po jednej skarpetce, ale też nie targać ze sobą półdomowej maszyny. 3,5 kg to optimum przy naszej trzyosobowej ekipie.
Czwarte – estetyka i budżet. Tak, były ładniejsze. Ale na Instagram, nie do realnego życia. Poza tym budżet 100 euro nie robi cudów, ale ten model zrobił na mnie dobre wrażenie i był dostępny tu i teraz. A ja nie jestem fanką czekania.
🔧 Pierwsze wrażenie
Karton w kartonie – czyli pierwsza niespodzianka
Karton był olbrzymi – z ledwością zmieścił się w bagażniku mojego auta. Po otwarciu trochę mi ulżyło: w środku czekał… drugi karton. Solidne zabezpieczenie, dużo papieru, wszystko schludnie i porządnie – żadnych brudnych śladów, obdrapań czy wątpliwych zapachów, o których czytałam w opiniach u innych sprzedawców. Tu naprawdę plus za logistykę i opakowanie.
Rozmiar i schowanie – nie taka znów mini…
Sama pralka? No cóż – nie jest najmniejsza. Na zdjęciach wyglądała zgrabniej. W przyczepie kempingowej będzie trzeba dla niej zorganizować osobne stanowisko albo upchnąć ją (z modlitwą) pod łóżko – o ile jest gdzie. Na czas jazdy może stać luzem, ale potem trzeba się nad tym schowkiem poważnie zastanowić.
Pokrywa, folia i mała zagwozdka estetyczna
Pokrywa to jedna część, dzielona wizualnie na dwie – osobno dla prania i wirowania. I tu ciekawostka: ozdobna listwa z miękkiego plastiku jest delikatna i raczej nie do brutalnych kontaktów. Jedna strona była ładnie zafoliowana, druga – nieco mniej elegancko. Folia znajdowała się pod listwą, więc trzeba było ją wyskubać. Można by próbować zdjąć listwę, ale ryzyko połamania plastikowych zaczepów skutecznie ostudziło mój zapał.
Instrukcja? Tylko po niemiecku. Intuicja level: mama
Oczywiście nie znajdziemy tam instrukcji po polsku – przynajmniej nie w moim zestawie. Na szczęście obsługa jest w miarę intuicyjna, a jak się ma trzy osoby na głowie i pół prania dziennie, to kreatywność i instynkt przetrwania robią swoje.
Podsumowując:
Schludna, czysta, ładna i gotowa do pracy. Szału nie ma – ale też nie ma wstydu. A to już dużo, jak na sprzęt za około 100 euro.
Test w terenie – jak się sprawdza naprawdę?
Pierwszy ogień: pierze suszy i nie hałasuje
Pierwsze pranie? Zestaw klasyk: kilka koszulek, cienkie spodnie, bielizna – ubrania dla całej naszej trójki (oczywiście nie wszystkie naraz, spokojnie). Pralka poradziła sobie całkiem nieźle – choć trzeba pamiętać, że pojemność to tylko 3,5 kg i to na mokro, więc lepiej nie szaleć z upychaniem.
Woda, czyli wstęp do przygód
Bo oto, niespodzianka: podczas napełniania ( producent zaleca 18l wody) miałam ustawione pokrętło w pozycji opóźnienia odpływu wody. Efekt? Wody weszło „na bogato”, nie tylko do komory prania, ale i do wirowania. Przez chwilę czułam się jak alchemik – tylko zamiast złota, miałam w dwóch komorach wodę i pytanie: „czy to się teraz nie zaleje przy wirowaniu?” Spoiler: nie zalało. Ale był dreszczyk.
Kiedy ogarnęłam co i jak, oraz dlaczego mogłam użyć nowej zabawki;) Pralka nie ma grzałki, więc wodę podgrzałam osobno. Nastawiłam 15 minut, czyli max (dostępne dwa sposoby prania – delikatny i ten drugi, oraz minutnik jak do gotowania jajek. Pranie, potem płukanie i opcjonalne po płukaniu w międzyczasie wirowanie. Wszystko szło jak po maśle… do momentu, kiedy woda w wirówce znów zaczęła bulgotać…przypomniałam sobie, że nigdy nie ufaj pokrętłom i wystarczyło spuścić nadmiar wody z węża ( jakkolwiek to zabrzmiało;).
Uwaga na odpływ!
Jeśli źle ustawisz odpływ, np. za wysoko albo zapomnisz go puścić w odpowiednim momencie, możesz urządzić sobie małe spa w przyczepie. A może nawet fontannę. Więc rada: od razu ustaw wiadro / miskę / zlew pod odpływem i patrz, co robisz. Ponieważ woda z odplywu to zwyczajna rurka działająca grawitacyjnie.
Kategoria Ocena (❤️ 1–5) Komentarz
Praktyczność ❤️❤️❤️❤️❤️ Zajmuje trochę miejsca, ale o dziwo pierze ładnie i jest łatwa w obsłudze
Trwałość ❤️❤️❤️❤️ Na razie trzyma się dzielnie
Cena do jakości ❤️❤️❤️❤️❤️ Świetna cena jak na możliwości
Styl / design ❤️❤️❤️ Nie powala, ale nie straszy
🧷 Plakietka podsumowania
🟢 Zaskoczenie
🟡 Działa, ale z haczykiem
💬 Moje refleksje i tipy
– Polecam ją każdemu, kto ma trochę miejsca i nie potrzebuje cudów techniki.
– Nie ma grzałki, więc musisz samodzielnie podgrzać wodę – najlepiej w czajniku, przy wirowaniu powinna stać równo, względnie wypoziomowana – wtedy nie klepie jak traktor.
– Najlepiej sprawdza się do bielizny, cienkich ubrań i dziecięcych rzeczy. Chociaż prałam ręczniki, ale jeśli chodzi o te większe to pojedynczo.
– Dobrze mieć wiaderko lub miskę do odprowadzania wody – ułatwia życie.

polecam, Wasza Misiorowa.
Dodaj komentarz