Wjazd do Portugalii – czyli palmy, osy i Big Brother zza płotu
Po czterech dniach jazdy przez Niemcy, Francję i Hiszpanię, z krótkimi romansami w Bilbao i Madrycie, w końcu dotarliśmy do Portugalii. I tu – szok. Wjazd jak z katalogu: czysty asfalt, palmy, zadbane rowy, zero plastikowych budek z chińskimi klapkami. Dziecko w ekstazie, a my już na etapie „kto nas zmusił do tego pomysłu?”. Ostatni…